czwartek, 1 marca 2012

Trochę historii...


     30 grudnia 2010 roku nasz świat stanął na głowie. O 23:30 w bajecznie łatwy i szybki sposób przyszła na świat nasza ukochana córeczka Oliwia. Jako szalenie zakochani w swoim dziecku rodzice postanowiliśmy, trochę późno…. ale lepiej późno niż wcale… założyć tego bloga, by móc na jego łamach  dokumentować rozwój naszego szkraba :-)
   Oliwia ma już prawie 15 miesięcy i na każdym kroku  zadziwia nas swoimi co i rusz, nabytymi umiejętnościami… rozsyła uśmiechy na prawo i lewo zjednując sobie przechodni na ulicy za każdym razem jak idziemy na spacer. Hmmm…. zaczynam brzmieć  jak matka do szaleństwa zapatrzona w swoje dziecko. Nooo, ale nie jest tak, że otrzymaliśmy łatwy w obsłudze egzemplarz ;-) Pierwszy rok życia Oliwii wspominam jako niekończące się pobudki w nocy, bo moje Bubu upodobało sobie uprzykrzenie matce życia, budząc się codziennie po nocach nawet i do 10 razy – od razu uprzedzam – żadnych kolek ani innych dolegliwości me dziecię nie posiadało. Jak to lekarz stwierdził – trzeba przeczekać. No to czekaliśmy… i czekaliśmy… i w końcu się doczekaliśmy – teraz jest znośnie ;-) Matka po roku czasu zaznała snu w ilości przekraczającej 4 godziny podzielonej licznymi pobudkami. Ojciec podobnych problemów nie odnotował J

A ja rosnę i rosnę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz