W tym roku ten uroczy zakątek udało nam się odwiedzić tylko raz. A szkoda, bo Oliwia ma tam używanie ;-) I narzeczonego...Nie mówiąc o kurkach, basenie i kolorowej kolejce. Korzystając z wolnego czasu, postanowiłyśmy złapać z Oliwią trochę świeżego wiejskiego powietrza. Jako że z tatusia jest pracoholik, pojechałyśmy z dziadkami same ;-)
Niby krótki weekend, ale znalazł się czas na odwiedzenie basenów mineralnych, gdzie Oliwia pluskała się w brodziku, i z wielką zawziętością zjeżdżała ze zjeżdżalni dla starszych dzieci, uparcie omijając tą dla maluchów. Korzystając z obecności dziadków, mamie udało się zażyć zdrowotnej kąpieli w basenie siarczkowym...bleee - zapach siarki unoszący się w powietrzu był nieznośny ;-) Ale podobno wypiękniałam :D
Jak byłam mała uwielbiałam wyplatać wianki z kwiatków. Zostało mi do dziś, w związku z tym moja mała ofiara zmuszona była łazić po wsi obwieszona koniczyną ;-) Zadowolona to ona nie była...
A z racji wiosennych porządków, coby się Oliwia nie nudziła, została zaprzęgnięta do koszenia trawy...



.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz