Rok temu o tej porze z niezwykłą ekscytacją czekaliśmy na Święta. Miały one być wyjątkowe, bo po raz pierwszy z naszym małym cudem. Choć tak naprawdę, pierwsza Wigilia spędzona razem miała miejsce dwa lata temu, gdy Oliwka znajdowała się jeszcze w mamusinym brzuszku ;-)
A już rok później Oliwia jako słodki, prawie roczny berbeć zasiadła przy wigilijnym stole ze swoimi rodzicami, dziadkami i wujkiem Tomkiem :-) Nasze pierwsze wspólne Święta były wyjątkowe i tak samo będzie z każdymi kolejnymi, bo będziemy je obchodzić jako rodzina- nie ma nic cudowniejszego, niż nasza kochana trójeczka...no być może kiedyś zmienimy cyferkę na czwóreczkę ;-)
Swoją drogą ciekawe jak jutro wyglądać będzie wigilijna wieczerza...Oliwia od wczoraj jest nieznośna. Wpada w histerię bez powodu, sama nie wie czego chce...no i nic tylko mama i mama. Dziś to nawet składniki do sałatki kroiłyśmy razem. Niestety, ostatnie parę tygodni Oliwia naprawdę rzadko mnie widziała. Zarówno w jednej pracy, jak i drugiej panował istny szał - więc jak nie siedziałam w biurze, to uczyłam...Myślę, a nawet wiem, że nie odbiło się to korzystnie na mojej dziewczynce. Oliwia jeszcze kilka miesięcy temu miała mamę prawie cały czas dla siebie. A teraz bywało, że widziałyśmy się przez godzinę, wieczorem gdy trzeba było położyć się spać. Na szczęście mamy trochę wolnego, to nadrabiamy bycie razem....i jakoś damy radę ;-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz