Tona bagaży...ciuszki, zabawki, lekarstwa, przekąski, kocyki, pościele itd. itp....przerażenie dziadka na widok tych wszystkich bagaży...kołatające się po głowie myśli, jak my to wszystko zabierzemy?! Tłumaczenia matki, że przecież ta sukienka dla Oliwii jest niezbędna...a ta bluzka może być potrzebna, i sweterek, i bluza, i kamizelka. A książeczki jakieś trzeba wziąć, i kredki mogą się przydać....ech... Przygotowania do 2-tygodniowego wyjazdu nad morze łatwe nie były. Ale z matki twardzielka i z listą w ręku dała radę...a dziadek nie musiał przyczepki na gwałt szukać, bo się w pewnym momencie matka opamiętała ;-) I tak, zapakowawszy auto po brzegi wyruszyliśmy w długą trasę, której końcowym punktem okazało się senne miasteczko, Unieściem zwane :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz